Szukałem zatrudnienia jako model
1. Z początku chciałem pracować na scenie, spotkać atrakcyjne kobiety po fachu i zrobić karierę u zachodnich projektantów. Jakiś czas temu dostałem propozycję zaprezentowania się w sesji zdjęciowej jednej z fabryk produkujących wyroby z nabiału – śmietana, kefir, ser biały. Nie zwlekając długo zaakceptowałem propozycję. Sesja miała się odbyć w pomieszczeniu fotograficznym w budynku niedaleko mojej okolicy. Estetyczne, chłodne, całkowicie przygotowane do robienia profesjonalnych zdjęć. Uścisnąłem sobie rękę z fotografem, człowiekiem od ustawienia świateł oraz makijażystką, która zaraz wzięła się do pracy nakładając mi na twarz puder a także dobierając konkretne ciuchy. Zleceniodawca zażyczył sobie modela (w tym przypadku mnie) do reklam zewnętrznych – billboardów, plakatów oraz tych mających pojawiać się w prasie. Przedmiotem reklamy był jogurt dietetyczny stąd w elementami sceny były chmury słońce, trawa kojarzone z naturą. Pozowałem przed większość czasu się uśmiechając. Byłem rozliczany z tego aby w jak najbardziej przekonujący sposób wyrazić swój niepohamowany zachwyt nad nowym jogurtem. Ja się podniecałem, a fotograf robił foto. Nic takiego, a rzemiosło świetnie wynagradzane. Robienie zdjęć trwało około czterech godzin, w ciągu których zjadłem naprawdę dużo jogurtów (miałem szczęście, iż nie była to reklama pasztetu). Fotografie w których byłem głównym bohaterem były tylko początkiem całego długiego procesu. Musiały one zostać obrobione, uznane, wyłonione, a potem eksperci mogli wynaleźć chwytający slogan reklamowy i zaplanować resztę kampanii w czasie. Plakaty w prasie i na ulicach pojawiły się dopiero po kilkudziesięciu dniach od mojej sesji reklamowej, natomiast jogurt zaczął być obecny na półkach sklepowych chwilę później. Nie wiem jak się sprzedawał, ale przyznać mogę, że w podobnej sesji wziąłbym udział raz jeszcze.